Kolejny okropny dzień. Męka, ból, nieuzasadnione szaleństwo. Na tym polega moje życie. Wszyscy uważają mnie za wariatkę. Znęcają się nade mną w szkole, po szkole, w sieci... wszędzie. Przecież jestem normalna. Nic im nie zrobiłam. To, że mam jedną osobę, której mogę zaufać i nie ubieram się w sukienki i szpilki tylko wygodne dżinsy i stare, zużyte trampki, nie oznacza, że mam nierówno pod sufitem.
Marzę, aby wszystko zakończyć. Coś mnie jednak powstrzymuje. Żyję z przekonaniem, że jutro będzie lepsze. Niestety, pewna osoba mi to uniemożliwia. Blondyn z podniesioną grzywką i błękitnymi oczami z pozoru wygląda niewinnie. Huh... pozory mylą. Jest najgorszy z tej całej piątki. Całkowicie rujnują moje życie. Dlaczego nie potrafią zrozumieć słów : "Jestem normalna". Dziś nie dali mi nawet chwili wytchnienia.
Wiem, że moje cierpienie sprawia im satysfakcję. Od trzech lat próbuję być twarda. Nie wychodzi mi to. Teraz liczą się dla mnie malutkie, szkarłatne kropelki spływające na podłogę. Czuję odprężenie. Nagle wszystko staje się lepsze. Szkoda, że tylko na chwilę.
_____________________________
Hej.
Podoba wam się prolog?
Kontynuować bloga?
Śmiało komentujcie :)
enjoy
JMS